Profesor Knapczak skoczy wreszcie przemwienie. Uderzyem par razy w donie udajc, e doczam si do braw, jakie zerway si po jego kazaniu. Z penym zadowoleniem osun si na krzeso, mruga oczami, dysza ze zmczenia i wraenia, by w sidmym niebie. Tej chwili przecie oczekiwa od samego rana. 